Jabel Toubkal 4167 m.n.p.m.

Termin: 10-24.02.2008Jabel Toubkal

„Gdybym na przykład miał pójść w góry trzynastego i miał jakiś wybór, to nie poszedłbym” Jerzy Kukuczka

UCZESTNICY

EWA ĆWIKLIŃSKA
JUSTYNA KNOPIK
GOSIA GÓRSKA
MACIEK WESTEROWSKI

RELACJA:
10.02
przez Paryż dotarliśmy do Casablanki, skąd pociągiem do Marakeszu. Koszt dojazdu z lotniska w Casablance do Marakeszu wychodzi nas po ok. 50 zł. Szybko znaleźliśmy hotel i udaliśmy się na nocne zwiedzanie miasta. Wizyta na najwiekszym placu przeciągneła nam się do późnych godzin nocnych. We wspaniałych humorach usneliśmy prawie natychmiast.
11.02 juz o 8 jesteśmy na nogach i rozpoczynamy zwiedzanie. Marakesz robi na nas super wrażenie. Powoli przyzwyczajamy się do tego rytmu życia. Z oddali widzimy zasnieżony Atlas. Wydaje sie, że śniegu jest sporo. Zwiedzaamy grobowce Sadytów, pałac El-badi, kazby, suki(targi) i garbarnie. Naprawde kolorowe jest to miasto. No i nie zapomniany sok ze świeżych pomarańzy za zaledwie 1 zł..O 14 wyjezdzamy taksowka, za ok. 120 zł. do Imlil skąd na arabskiej klawiaturze pisze te słowa. Nie jest to proste całkiem inny układ i inne kombinacjie klawiszy. Wioska super przyjaźni ludzie i super warunki noclegowe. Jedynie okazuje sie ze śniegu w górach sporo. Trzeba było zabrać narty. Snieg leży już od wysokości 2600 m.n.p.m., a skialpinistów tu nie brakuje. Zostajemy zaproszeni do prywatnego domu właściciela naszego hotelu. Dobra miętowa herbata z dużą ilością cukru i poznajemy życie domowe berberyjskiej rodziny. Jutro wyruszamy do schroniska a co dalej to się zobaczy.Maroko 1
12.02 wyruszamy w góry do schroniska Toubkal. 5 godzin marszu w gore doliny przez małe wioski Around i Sidi Szamharuse, gdzie miło nas przyjmują. Znają jezyk polski tzn. słowa „za darmo”, „nie mam dirhamów”. 1500 metrow podejścia zajmuje nam 6 godzin. Schronisko kosztuje aż 15 euro. Ale jest tu prąd, prysznic z ciepłą wodą i prawdziwy działający kominek. Jak się później okazuje są zniżki na legitymacje Kandaharu.
13.02 mimo że jak jest wybór to 13 nie powinno się wychodzić w góry o 8.20 idziemy już w górę. Non-stop w śniegu po 3 godzinach marszu zdobywamy Jabel Toubkal. Widoki rewelacja.Piękna pogoda i już wiemy, że warto było przyjechać to zimą. Ze sprzętu tak naprawdę to potrzebne są jedynie raki i kijki, ale jeśli ktoś mysli o szybkim zjeździe w dół na tyłku to przydałby sie jednak czekan. Kolejna noc spedzamy w namiotach. Ale cały wieczór gotujemy i „mieszkamy” w schronisku korzystając z gościnności jego gospodarza.Maroko 2
14.02 dziś pora na kolejne 2×4000. Mamy zamiar wyjść wcześnie ale dobrze nam się śpi w ciszy w namiocie. Wychodzimy późno ale idziemy najpierw na przeł. z której nie da sie na nie wyjść. Mimo wszystko warto było bo widoki rewelacyjne. Schodzimy w dół i jeszcze raz wychodzimy na inną tym razem już właściwą przełęcz, skąd żlebem dochodzimy w partie podszczytowe. Już wiemy że plan zrealizowaliśmy. O 13 (chyba lubimy tą trzynastkę – tym razem jest dla nas szczęśliwa) stajemy na pierwszym szczycie, potem nastepny i w dól po rzeczy do schroniska. Decydujemy sie zejść całkiem w dół ( szkoda że tak się pospieszyliśmy i pożegnaliśmy się z górami tak szybko) i w nocy docieramy do Imlil. Cel wyjazdu 3×4000 zimą w Atlasie Wysokim zrealizowany. Zjadamy kolację – oczywiście regionalny Tadżin, i kładziemy się spać po męczącym dniu.
15.02 dzić taxi do Marakeszu i autobusem wyruszamy do wioski Boumalne du Dades położonej przy wąwozie Dades. Docieramy tu po 8 godzinach. Szybko znajdujemy czysty hotelik w atrakcyjnej cenie. spotykamy w nim trójkę Czechów, którzy dzielą się z nami niezwykle pożytecznymi informacjami o następnych celach naszej włóczęgi. Ponieważ w miejscowości za bardzo nie ma czego zwiedzać więc czekamy na ranek.Maroko 3
16.02 Z Boumalne des Dades jedziemy taksówką 34km. w głąb doliny do Georges du Dades. Stąd na piechotę schodzimy z powrotem. Naprawdę było warto. Wąski wąwóz z meandrami rzeki dades, potem niesamowite formacje skalne, kazby, i wioski z ich mieszkańcami. W jednej z nich Ait Ali spotkaliśmy przesympatycznego berbera Mohe, który zaprosił nas do swojego domu. Z pewną dozą nieśmiałości przyjęliśmy zaproszenie na herbatę ( czy to oby nie jakiś naciągacz co wystawi słony rachunek). Szybko znaleźliśmy jednak wspólny język i zrobiła się niezła impreza ze śpiewem i grą na bębnach. niestety kosztowało nas to sporo czasu i dopiero w nocy dotarliśmy do hotelu.
17.02 jedziemy taksówka do wąwozu Todra. Znów wycieczka ok 5 km. w głąb. Pionowe ściany sięgające 300 metrów z nieskończoną ilością obitych dróg wspinaczkowych i co dziwne bardzo mała ilość turystów i naciągaczy. Z żalem wracamy na obiad do restauracji, w której bez problemu udało nam się wcześniej zostawić bagaż i decydujemy sie jechac jeszcze dziś w strone pustyni. Wsiadamy w taxi i jedziemy. Docieramy na pustynie ale nie wiemy ze czekaja nas trudne negocjacje z kierowca co do ceny? Mimo, iż była ustalona z kierowca naszego mercedesa ten po przejechaniu 25 km. w terenie żąda sumy o 10 razy większej. Udaje się nam jednak spławić go i śpimy w nowo budowanym hotelu na oryginalnych betonowych łózkach gdzie czuć jeszcze zaprawę.Maroko 4
18.02 Cały dzień spędzamy na Erg Szebbi piaskowej części Sahary. Wydmy o przewyzszeniu 150 metrow robia wrazenie. Zdobywamy najbardziej efektowną. Grań piaskowa jest bardzo fotogeniczna więc jej przejście zajmuje nam sporo czasu. Nie decydujemy się na przejazdżkę na wielbłądach i nocleg na pustyni ponieważ odwiedzamy wszystkie wioski na pustyni, które oddalone są zaledwie o godzinę drogi na piechotę od naszego hotelu. Zachód słońca a wieczorem kolacja i granie na bębnach, wspólnie z Berberami i Tuaregami.
19.02 rano wschód słońca na pustyni, potem przejazd busikiem przez wszystkie oberże do Rissani skąd autobusem jedziemy do Fezu. Po 11 godzinach jazdy zmęczeni docieramy na miejsce i lokujemy sie w pokoju hotelowym przypominajacym cele wiezienna. Plusem jest to, że hotel znajduje się w Medynie więc zaraz wieczorem zaczynamy zwiedzanie starego Fezu. Mnóstwo oświetlonych straganów, wąskie uliczki to to co dziewczyny lubią najbardziej. ja troszkę mniej.Maroko Jabel Toubkal
20.02 kolejne moje urodziny poza domem. Tym razem w Fezie. Nawet tu jest wyjatkowo. Mimo, że to Afryka temperatura wynosi zaledwie 3 stopnie ciepła i leje deszcz. Ubieramy wszystko co mamy, łącznie z górskimi butami i cały dzień wędrujemy po sukach i wąskich uliczkach. Gubimy sie kilka razy i właściwie większość zabytków godnych polecenia odnajdujemy dopiero wieczorem. Troszkę zaczyna mnie już nudzić przepychanie się z osiołkami będącymi tam „samochodami dostawczymi” odmawianie naciągaczom, i samowolnym przewodnikom. ża to obiad zjadamy chyba najlepszy w czasie naszej wyprawy.Toubkal 1
21.02 znów poranek w Fezie. Dziewczyny nie zrażone moim marudzeniem po raz kolejny zabierają mnie na tour the medyna. Kolejne godziny ocierania, znów się gubimy ale to już ostatni raz. po południu wsiadamy do autobusu i jedziemy do Meknes kolejnego „cesarskiego miasta”. Na szczęście znajduje się tam dość sporych rozmiarów plac a i uliczki w medynie są toszkę szersze więc oddycham z ulgą. Niestety widać tu już duże wpływy europejskie.
22.02 od rana zwiedzamy, właściwie to samo co widzieliśmy dzień wcześniej w nocy. Właściwie godna polecenia jest jedna szkoła koraniczna i brama sułtana Ismaila prowadząca do jego pałaców. Ostatnie zakupy pamiątek i po południu wyjezdżamy do Casablanki. Tu pierwsza od 2 tygodni pizza i wizyta w klubie prawie gogo, gdzie wypijamy upragnione oryginalne marokańskie piwo.
23.02 Casablanka to niestety wielkie europejskie miasto z małą ilością afrykańskiego folkloru. oglądamy tylko z zewnątrz meczet Hassana II, siadamy nad brzegiem oceanu i po południu jedziemy na lotnisko. Podróż przez Paryż kończymy po 24 w Katowicach. Niestety 2 sztuki bagażu nie dotarły razem z nami.

Maciek Westerowski MarokoReasumując: Maroko to wspaniały kraj. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Czy to wąskie uliczki starych miast, ruiny wielkich pałaców, drzewa pomarańczowe, eukaliptusy, wysokie i niskie góry, świetne drogi wspinaczkowe. Jak sie okazało można tam super pojeździć na nartach zarówno po śniegu jak i po piasku. Można spotkać ciekawych ludzi, i spędzić mile z nimi czas. O południu kraju można śmiało powiedzieć, że to już Afryka z jej specyficznym klimatem. Kolorowy Marakesz zrobił na mnie największe wrażenie. Do tego wszystko to jest przystępne cenowo. Ceny jedzenia podobne do polskich, skromne hotele znacznie tańsze niż nasze kwatery. Dwa tygodnie wystarczą by zobaczyć prawie wszystko. Ale i przez miesiąc nie można się tam nudzić. Po prostu było super.

Dodaj komentarz