Kilimandżaro 5895 m.n.p.m.

Termin: 5.02-21.02.2008

Kilimandżaro Tanzania

RELACJA:

5.02 Wreszcie spakowany. Całego bagażu zaledwie 17 kg. więc o nadbagaż tym razem nie ma się co martwić. A ja wraz z Radkiem wyruszam autem do Warszawy na pożegnanie karnawału 🙂

6.02 Wylatujemy do Amsterdamu a następnie pustym samolotem ( po 4 miejsca dla każdego) do Nairobi. Tu spotykamy gościa z agencji i jedziemy do hotelu. Krótki 10 min spacer kończy się próbą napadu. Tym razem nic się nie stało ale wracamy do hotelu. Już wiemy czemu Nairobi nazywają miastem złodziei.Aruscha

7.02 Rankiem wizyta w agencji, poznajemy Joice wykładamy na stół po 1500$ i chwile potem wyruszamy do Aruszy u stop Kilimandżaro. Kilka godzin jazdy szybka kontrola na granicy tanzańskiej i jesteśmy w Aruszy. Hotel, kolacja i piwo Kilimanjaro

8.02 Poznajemy naszego przewodnika Ambrusa, jego zastępcę, asystenta, kucharza i jego asystenta oraz 12 tragarzy(trochę dziwimy się czy aż tylu ich potrzebujemy) i jedziemy autobusem do bram parku czyli wioski Machame. Dostajemy permity, pakujemy tragarzy i do góry. Po 3 godzinach przed tragarzami razem z Łukaszem jesteśmy w obozie pierwszym na wysokości ok. 3000mnpm. Las równikowy podziwialiśmy szybko bo prawie cała drogę padał deszcz. Kili niestety nie widać. obozie niespodzianka kucharz serwuje nam popcorn i bardzo dobre jedzonko na kolacje.Kilimandżaro1

9.02 Pobudka o 7.30 śniadanie i znów w górę. Ma być niby 5-6 godzin drogi ale my z Łukaszem dochodzimy w 2.15. Jesteśmy na wysokości ok. 3800 metrów a w obozie towarzyszą nam tylko ogromne kruki wyjadające resztki zostawione przez turystów. Czekamy na tragarzy z naszym bagażem. Niestety pogoda nie rozpieszcza nas ciągle pada.( a podobno ma to być pora sucha) Po południu spacer w górę i pierwsze widoki na Kili.

10.02 Znów w górę tym razem troszkę dłużej wychodzimy na 4600 metrów na szczyt zwany Lawa Tower. Ostatnie 100 metrów to wspinaczka w skale. Potem droga prowadzi znów w dół do obozu położonego na 3900m. . Taki sobie dzień aklimatyzacyjny ale wreszcie mimo że to tylko 5 godzin marszu jesteśmy zmęczeniKilimandżaro 3

11.02 Dziś podejście do ostatniego obozu na naszej drodze. Najpierw godzinę do góry przez Branco Wall a potem w dół do doliny Karangii i tak jeszcze ze 3 razy. Następnie na deser 600 metrów podejścia zrobione w godzinę i znów przed tragarzami jesteśmy z Łukaszem w obozie. Mimo że to 4600 m, pada deszcz. Po kolacji dowiedzieliśmy się ze Ambros wyznaczył godzinę wyjścia na 24. Moim zdaniem jak dla nas to trochę za wcześnie ale zobaczymy.Kilimandżaro 4

12.02 Dzień zaczynamy właściwie wczoraj, bo nie udało nam się zasnąć. O 12.10 wyruszamy w górę. Najpierw idziemy wszyscy razem i mijamy kolejne zespoły, które wyszły nawet przed 11, W dwie godziny później jesteśmy z Łukaszem i Ambrosem z przodu. Przed nami podejście na Stela Point na krawędzi krateru a za nami wężyk światełek. Idzie się dobrze dokucza tylko troszkę mróz. Ok 3.40 jesteśmy wreszcie na krańcu krateru, posiłek, herbata, dodatkowy polar, rozgrzewacze do butów i w górę. Chwilowe braki równowagi rekompensuje nam bliskość szczytu, który zdobywamy wkrótce. Kilka zdjęć, niestety jest jeszcze ciemno, i w dol. Po 30 minutach spotykamy resztę ekipy i zawracamy znów w górę. Wspólne zdjęcia, wschód słońca na krawędzi krateru, lodowce Kilimandżaro i zmęczeni ludzie którym do szczytu zostało jeszcze trochę czasu ,tak pamiętam tamte chwile. My w dół do obozu, drzemka, lunch i znów w dół aż na 3100 metrów. Zmęczeni próbujemy zasnąć ale uniemożliwia nam to ulewny deszcz zalewający namiot.Kilimandżaro szczyt

13.02 Cóż pechowa noc wszystko mokre a najgorsze że dalej pada. Schodzimy w dół do bram parku. Rozliczenie z tragarzami nie jest dla nas najmilsze i kosztuje nasza grupę aż 500$. Liczyliśmy że wystarczy max. 350$. Autobusem wracamy do Aruszy do hotelu.

14,02 Rano drobne nieporozumienie. Nie ma transportu do Nairobi bo gość z agencji zapomniał sobie, w hotelu ścigają nas o zapłatę za kolacje, która miała być gratis. Chwila nerwów ale wsiadamy do autobusu i po 6 godzinach jesteśmy w Nairobi. Tu kolejna niespodzianka musimy sobie zapłacić za hotel (17$ za dzielnice czerwonych latarni to trochę dużo) ale jutro wyruszamy na podbój Masai Mara. Walentynki obchodzi się w Nairobi tak jak u nas. Kwiaty, czerwone serduszka itd.Kili wschód

15.02 Rankiem wyjeżdżamy busem z otwieranym dachem w stronę Masai Mara. Towarzyszy nam czarnoskóra amerykanka mieszkająca w Pekinie. Już przed bramą parku spotykamy pierwsze zebry, stado żyraf i całkiem dużego żółwia. Po załatwieniu formalności wjeżdżamy do parku gdzie oglądamy stada słoni, antylop, a na deser lwice jedząca na kolacje upolowaną antylopę. Nocleg w domkach z pustaków w towarzystwie robaków i jaszczurek. Dobrze, że nad łóżkami były moskitiery.

16.02 Cały dzień w parku. jedziemy nad rzekę gdzie oglądamy stada hipopotamów i wygrzewające się krokodyle. Masai Mara zaskakuje dużą ilością zieleni mimo, że to pora sucha. Cóż anomalia pogodowe nie omijają też Afryki. Cały dzień spędzamy w parku więc wieczorem nie zwracamy już nawet uwagi na stada słoni i żyraf przechodzące obok auta. Wieczorem taniec masajski i rozmowa z wojownikami z wioski. Niesamowici ludzie ubrani w kolorowe „obrusy” pod którymi ukryte mają maczety i łuki. Największe wrażenie robią na mnie strzały pokryte trucizną, która powala lwa w 5 minut a i człowieka też.Masai Mara

17.02 Wyruszamy w stronę jeziora Nakuru. Zostajemy zatrzymani przez grupę Masajów domagających się pieniędzy gdyż zobaczyli, że Amerykanka ich filmuje. Sytuacja nie jest wesoła ich włócznie oparte są o koła naszego auta a drogę tarasuje nam przechodzące bydło. Długopis i równowartość 3$ rozwiązuje sytuacje. Poruszamy się w żółwim tempie zatrzymując się w każdym większym mieście. Zabieramy po drodze dodatkową dwójkę Japończyków więc jedziemy już w 9.Nie wiemy jeszcze o co chodzi ale wieczorem nasz guide informuje nas, że nie ma już pieniędzy na dalszą część i pożycza od nas 110$. Wieczorem docieramy w pobliże bram parku ale już nie udaje nam się tam wjechać.

18.02 Rano trzy godziny zwiedzamy park Nakuru. Trochę mało czasu ale starcza na spacer brzegiem jeziora po ptasich odchodach, widzimy też wreszcie nosorożca i stado bawołów afrykańskich. Następnie ruszamy w stronę rezerwatu Samburu. Przymusowy nocleg w hotelu gdyż nasz guide ciągle czeka na fundusze z agencji.Lake Nakuru

19.02 Rano wyruszamy do rezerwatu. Droga szutrowa, w oddali widać okrągłe murzyńskie domki kryte trawą czyli taka Afryka jaką zna się z filmów. Niestety ze względów bezpieczeństwa nie możemy się zatrzymywać. Wreszcie wjeżdżamy do Samburu. Jest wreszcie upalnie dominują żółte barwy. Zwierzęta są tu trochę bardziej agresywne ale jest ich też więcej. Całe stada bawołów, antylop, żyraf i słoni ciągną nad rzekę, więc nie trzeba ich szukać. Nocleg w namiotach wśród stad małp w pobliżu wodopoju to coś czego się nie zapomni.

20.02 Kolejne moje urodziny na wyjeździe i drugie spędzone w Afryce. W prezencie spotykamy „pana” lwa w całej okazałości przechodzącego dostojnym krokiem zaledwie metr od naszego auta. Niestety musimy wracać już do Nairobi. Po drodze gubimy z bagażnika plecaki ( na szczęście odzyskujemy je po 10 minutach), a następnie przesiadamy się do innego autka bo nasze odmawia dalszej jazdy. Wieczorem w Nairobi przepychanka z agencją o zwrot naszej kasy i rekompensatę za krótszą wizytę w Nakuru i Samburu. Wieczorem mamy zobowiązanie od Joice, że odda nam kasę.Samburu

21.02 Pustym samolotem lecimy do Amsterdamu a następnie do Warszawy. Marek, który leciał później informuje nas, że Joice zwróciła nam pieniądze. Reasumując wyprawa nam się udała, góry troszkę rozczarowały za to safari warte było wydanych pieniędzy.

Korzystaliśmy z usług agencji Savuka Travel i chyba mimo wszystko mogę ją polecić.

Dodaj komentarz