Pik Korżeniewskiej 7105 m.n.p.n.

Termin: 20.07 – 27.08. 2007Pik komunizma baza

„W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest w tym mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć pewną wyobraźnię, filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności. Są elementy rywalizacji, ale rywalizacji z postawionym celem, a nie z przeciwnikiem. Tam wciąż nie ma pojęcia: pierwszy, drugi, trzeci.” Krzysztof Wielicki

2×7000 Pamir Expedition 2007

14600 m.n.p.m. czyli dwa siedmiotysięczniki w jeden miesiąc.

RELACJA

20.07 Plecaki już prawie spakowane. Prawie bo limit bagażu wynosi ok 35 kg. a każdy z nas ma ponad 45. I co z tym zrobić. Dopada też nas lekki stresik związany z wyjazdem. Ale powinno być dobrze. W końcu to wakacje, które sami sobie wybraliśmy.
22.07 wyjeżdżamy pociągiem do Warszawy potem Okęcie, drobny fortel z 20kg nadbagażu na każdego i lecimy do Istanbułu, tam przesiadka i w środku nocy lądujemy wreszcie w stolicy Tadżykistanu Dushanbe. Lotnisko jakby troche male ale bagaże przylecialy i panie z agencji Asia Travel czekaja na nas. W samolocie leci z nami z 15 innych uczestników których spotkamy w bazie.Pik Korżeniewskiej
23.07 Lądujemy w „hotelu” tzn. prywatnej zagrodzie 5 min. od głównej ulicy miasta. Nocleg na podłodze. W nocy wyruszają stad pierwsi chętni na dojazd do Dzyrgitalu. My postanawiamy odpocząć, a ja muszę rano zrobić 2 zdjęcia do Owiru bo zapomniałem. Wizyta u fotografa. Photoshop i już są 2 zdjęcia mojej osoby w garniturze. Wymieniamy po 50 Euro i idziemy na zakupy. Wszędzie taksówka za ok 2 $. Towaru mniej niż w Kirgizji, bardzo cieżko kupić coca cole.
24.07 O 5 rano wsiadamy do marszrutki z napędem na 4 kola z lat 70-tych i wyruszamy w podróż. Po 10,5 godz. jazdy czymś co kiedyś było drogą (mając nadzieje ze uda nam się za miesiąc ja wrócić) docieramy do Dzyrgitalu. Okazuje się, że dziś już nie polecimy helikopterem do bazy wiec śpimy na karimatach w czymś co kiedyś było budynkiem lotniska. Czas zatrzymał się tu w latach 70-tych.
25.07 Pobudka o 6. Najpierw pakowanie potem wazenie na oszukanej o 5kg. wadze razem udaje sie miec nam tylko 60kg nadbagazu i wsiadamy do helikoptera. Po 25 min. lotu podziwiamy z bliska pamirskie giganty. Efektowny przelot pod Pik Somoni i juz jestesmy w bazie. Baza przypomina ta pod Aconcagua- murowane domki, kantyna, ubikacje, generator pradu, prysznic. My posiadacze pakietu minimalnego rozbijamy się na górce w 4 namioty. Robimy palenisko ławki stolik, wywieszamy polską flagę, banery sponsorów aby czuć się prawie jak w domu. Nad nami góry, które nie wyglądają na łatwe. Zaczyna nas lekko boleć głowa wszakże to prawie 4400 m.n.p.m., ale decydujemy się na mały spacer do góry. Docieramy na jakies 4750m i wracamy do namiotow. Aspirynka, papu i ląduje w namiocie z mp3, której słucham całą noc.P1030691
26.07 Rano pada śnieg potem deszcz. O 8 widac troszke Somoni a gdzie indziej mgla. Czuje się tak jak na nizinach, ból głowy ustał, z siłą też powinno być dobrze. Pierwsze nieporozumienie co do tego co robimy, ciekawe czy tak będzie dalej. O 12 wypogadza sie wiec bierzemy depo i uderzamy w strone 1 na Korzeniewskiej. Najpierw szukamy drogi przez lodowiec, później podejście na przełęcz, piargami w dol znów w gorę, potem ściankami wzdłuż starych poręczówek, schodzimy do lodowca i jeszcze trochę w gore. Gdyby nie lodowiec to przypomina to podejscia i zejscia z naszych tatrzanskich Granatów. Po 3.5 godz. osiągamy 4850, pogoda się psuje wiec wracamy do bazy.Pik Komunizma z piku Korżeniweskiej
27.07 A jednak kolejna noc nieprzespana. Gadamy troche z Borowikiem potem mp3. Dzis dzien restu. Z rana słonko tylko mocno wieje.
28.07 znów wyjście do 1. Tym razem już z namiotami. Ścianki o trudności 3-3+ z ciężkim plecakiem sprawiają troszkę większa trudność. Jeszcze depozyt z 4850, strome podejscie piargiem i skala i jesteśmy w obozie 1 na 5100 m. Rozbijamy namiot, na obiadek zjadamy pierwszego liofa i w dół.Pik Korżeniewskiej 1
29.07 Znowu do 1 i zostajemy tam na noc. Po drodze spotykamy skialpinistę Janka z Czech i wracamy z nim prawie do bazy ponieważ skręcił nogę. Pomagamy mu znieść ważący z 35 kg plecak i narty. Do obozu docieramy bardzo zmęczeni.
30.07 rest day w 1, odwiedzamy 1a na wys. 5300mnpm
31.07 zakładamy 2. Nie bylo latwo. Najpierw dojście pierwszy raz w Milettach po piargu i skale do 1a, potem śniegiem stromo w górę, trawers lodowca poprzecinany szczelinami i niespodzianka ok 40m lodowej pionowej ścianki. Biorę czekan wpinam poręczówkę i w górę. Zmęczenie i adrenalina dają znać o sobie. Potem jeszcze 200m przewyższenia( ok 40-45 stopni) i stajemy pod skałą – miejscem obozu 2. Wykuwamy w lodzie platformę pod namiot i w dół. Trzeba jeszcze poprawić śruby na ściance, mimo ze wychodzi amerykański trójkąt, bezpiecznie zjeżdżamy w dół i po 2 godz. jesteśmy w 1.korżeniewskaa
1.08 znów do 2. Tym razem na ściance korzystamy z naszej 2 liny i idzie nam to o wiele sprawniej. Noc w 4 w 3-osobowym namiocie, na 5800m nie jest zbyt dobra.
2.08 Idziemy do 3. Zimno brak śladów w górę trawersem po poręczówkach dochodzimy do dolnej 3ki. Stąd eksponowaną granią z wspinaczka ok 3+ idziemy w górę. Jeszcze jeden pagórek i wyłaniają się namioty obozu 3 na 6400 m. Kopiemy platformę i w dół. Jacek schodzi od razu do bazy, my zostajemy na noc w 1.
3.08 Nocleg w jedynce zajął nam czas aż do 13, w sumie nie spieszyło się nam zbytnio, i dopiero marzenia o wymyciu się zmusiły nas do zejścia w dół. Odbyło się to bez problemów z lekkimi plecakami w niecałe 2 godziny.Korżeniewska droga
4.08-5.08 rest days, nic sie nie dzieje, odwiedzamy kantynę, pierzemy i odpoczywamy przed decydującym wyjściem
6.08 Idziemy do jedynki. Mamy różne zdanie na temat tego czy iść od razu do dwójki czy do jedynki. Wybieram tą drugą opcje. Moim zdaniem nic nas nie goni i wszędzie zdążymy jak będzie pogoda. W jedynce odpoczynek i pakowanie na dzień jutrzejszy.
7.08 Idziemy do dwójki. Stanowisko na ściance znów do niczego, śruby wkręcone na 2-3 cm a podchodząc nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Cóż to są góry i na wszystko trzeba być przygotowanym.Pik Korżeniewskiej droga do II
8.08 Z mała przygodą ( zapomnieliśmy rurek do namiotu o czym przypomniało nam się na 6100) docieramy do trójki. Dobrze, że mamy Olę, która bijąc rekordy zejścia i podejścia przynosi nam rurki. Chyba wreszcie jest troszkę zmęczona i usatysfakcjonowana nadłożoną drogą. A my jesteśmy jej wdzięczni bo nocleg bez pałąków nie byłby zbyt komfortowy.
9.08 I nastał dzień ataku. Rano szybko pojawia się słońce i jest ciepło. Trzy łyżki liofa( więcej nie da się przełknąć taki niedobry) i w polarach o 7.07 wychodzimy do góry. Bierzemy cały sprzęt( okazuje się, że niepotrzebnie). Piękną granią widząc w oddali wierzchołek podążamy na szczyt. Zaczyna wiać wiatr, potem robi się zimno. Mimo to ok. 11.30 wszyscy razem stajemy na szczycie. Zdjęcia dla nas, dla sponsorów i schodzimy w dół. Dochodzimy do trójki gdzie zainstalowały się już chłopaki z KW Piła i życząc im powodzenia idziemy dalej. Zwijamy namiot w dwójce (uszkodzony przez korzystających Basków) i dalej do jedynki. Jesteśmy tam prawie o zmroku.Szczyt Korżeniewska
10.08 Schodzimy do bazy. Plecaki bardzo ciężkie a droga nieprzyjemna. Zejście zajmuje nam więcej niż najwolniejsze podejście, ale pokonanie ścianek z plecakami zajmuje dużo czasu. Pogoda psuje sie. Wiemy, że Wojtek próbuje atakować szczyt, jednak pogoda zwycięża go. My w bazie pierwszy ciepły prysznic od 15 dni i na deser sauna.
11.08 Baza. Troszkę prania, wreszcie jakieś normalne jedzenie i pora na odpoczynek. Podejmuję też decyzje, że tym razem nie wyruszę już na Somoni. Poczeka na mnie rok może dwa i spróbuje ponownie. Na decyzje ma wpływ kilka czynników ale jakich to nieważne. Wojtek po nieudanym ataku schodzi w śnieżycy w dół, Lechu i Sylwek kiblują kolejny dzień na 6100. A my pływamy sobie kajaczkami po jeziorku w bazie.( tzn. Jacek pływa, my próbujemy). Wieczorem odwiedza nas Litwin, który wychodzi za dwa dni na Somoni.Obóz III Korżeniewska
12.08 Po wizycie Andrew Olcia nie mówi już o niczym innym jak o Somoni i Pabiedzie. My czytamy książki, Borowik robi katamaran, a Lechu i Sylwkiem atakują z powodzeniem szczyt – Gratulacje. W nagrodę kupujemy sobie w kantynie piwko za 7$.
13.08 Rezerwujemy helikopter na 17.08. Co dalej nie wiem. Ola gorączkowo szykuje się do wyjścia, udało jej się przekonać Borowika. Wreszcie ok 18 wychodzą razem na lądowisko helikoptera pod Somoni. – POWODZENIA Schodzą chłopaki, zmęczeni ale szczęśliwi.Pik Komunizma
14.08 Pogoda marna i każdy z nas siedzi w swoim namiocie. Czytam słucham mp3. Jednym słowem nuda. Wieczorem kantyna, wódka, telewizor.
15.08 Powtórka z rozrywki, pogoda kiepska, zaczynam ostatnią książkę. Ola z Borowikiem gdzieś u góry żebra Borodkina.
16.08 I znów to samo. Łączność, 100lat dla Borowika, i znów do wieczora w namiocie. Wieczorem hucznie obchodzimy Borowikowe urodziny i ostatnią noc w bazie. Szczegółów nie podaje.Pik Korżeniewskiej baza2
17.08 Od rana gorączkowo przygotowujemy się do powrotu w doliny. Pogoda na szczęście ładna więc helikopter przyleci. Pierwszy jest o 9, więc mamy jeszcze z godzinę. Mimo, że czekamy na lądowisku już prawie 2 i pogoda jakby się pogarszała przylatuje wreszcie śmigło. Po 25 minutach jesteśmy na dole. Upał, zimne piwo i pierwszy od 23 dni normalny obiad. Pakujemy się do auta i po 9 godzinach o 23 jesteśmy w naszym „hotelu” w Dushanbe.
18.08 siedzimy w Dushanbe, niby stolica ale nie ma co robić. Odwiedziliśmy już 2 bazary wypili z 3 piwa i co dalej… Decydujemy sie na kino i film z kapitanem flintem w roli glownej. Oczywiscie po rosyjsku. Kino to projektor komputer i zaciemniona sala jedyne w mieście.Pik Korżeniewskiej III
19.08 i co tu robić dalej… byle do 15 wtedy w kinie graja „W strone żenszczyn” z Meg Ryan. Jesteśmy już stałymi bywalcami i mamy specjalne względy tzn. film na życzenie.
20.08 jedziemy na wycieczkę, hurra, zwiedzimy a może nawet zostaniemy na noc w jakimś kurorcie, wynajmujemy marszrutkę za 40 somoni pakujemy plecaki i jedziemy na spotkanie przygody. Lądujemy prawie na placu budowy autostrady nad rzeką pod drzewem gdzie za miejsce siedząco/leżące każą nam płacić. Jest basen rzeczka tylko w standardzie chyba lat 50-tych. I na dodatek jedzenie i piwo drogie wiec wieczorem korzystając z miejskiej komunikacji wracamy do stolicy za 11 somoni.pik Komunizma 2
21.08 pyszne śniadanko i w miasto. Znów 2 bazary – kupujemy tadżyckie czapki, miało być kino ale wyłączyli prąd. Chyba znow trzeba kupic na wieczor jakies wino… Ale za to jutro hit mamy zamiar iść na mecz Tadżykistan – Azerbejdżan. Ciągle brak wieści o Oli i Borowiku. Dziś przyjechały następne osoby z bazy ale pewne jest ze minęli się na Pamirskim Plato 17 lub 18 sierpnia. Nasi szli w górę i wiadomo ze przez następne 3 dni pogoda była dobra wiec pewno im się udało.
22.08 znów to samo. Tylko z naszymi brzuchami zaczyna się dziać coś złego. Wieczorem mecz ( bilet za 80 groszy) i kolacja zrobiona przez naszą gospodynie.
23.08 nuda,nuda,nuda. W nocy wracaja pierwsze osoby z bazy. Mówią co z Olą i Borowikiem. Niestety nie udało im się, ale na szczęście wracają cali i zdrowi.Pik Korżeniewskiej baza
24.08 Jedziemy na kolejną wycieczkę. Tym, razem twierdza i szkoły koraniczne w Gissarze. Jest ciekawie. Wieczorem wracają Ola i Borowik. Z wspólnej imprezy nici, bo Ola wybiera towarzystwo Rosjan. Ale my jak co wieczór i tak bawimy się dobrze.
25.08 Ola leczy mega kaca, my idziemy na bazar kupić jakieś pamiątki. Nudy ciąg dalszy.
26.08 Wreszcie ostatni dzień w Duschanbe. Żołądki nas bolą więc prawie cały spędzamy w „hotelu”. Wieczorem wspólna pożegnalna impreza z Rosjanami.Nawet nie wiedziałem, że można kupić wódkę ” Śnieżnyj Bars”.
27.08 Rano wyruszamy w podróż powrotną. Bez przygód docieramy z Borowikiem o 18 do Katowic.widok z bazy

Pewne rzeczy poprawione, bo teraz gdy emocje troszkę opadły nie mają już znaczenia.

OPIS WYPRAWY

…. Tak już jest w życiu, że kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i długo na to czeka, to wyobraża sobie, że jak osiągnie swój cel – cały świat przewróci się do góry nogami. Kiedy w końcu ten moment przychodzi, okazuje się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu, a radość nie jest znów taka ogromna. W marzeniach finał jest dużo istotniejszy. Dopiero kiedy go osiągamy, okazuje się, że w gruncie rzeczy ważniejsze jest aby mieć cel niż żeby go osiągnąć.
Z tymi słowami Leszka Cichego zgadzam się całkowicie. 9.08. tego roku po 4,5 godzinnej wspinaczce razem z Olą, Borowikiem i Jackiem stanąłem na Piku Korżeniewskiej, drugiego siedmiotysiecznika w moim życiu. Pogoda jak na Pamir była ładna, świeciło słonko, mróz nie za wielki, a wiatr do wytrzymania. Nie jesteśmy chyba zbyt zmęczeni. Widoki wspaniałe. Cały Pamir a zapewne i inne pasma górskie ukazały się w całej okazałości. Stoimy w czwórke Ola, Borowik, Jacek i ja – robimy wspólne zdjęcia, wyciągamy banery sponsorów. Na szczycie spędzamy z pół godziny. I cóż powoli dociera do mnie że kolejny cel został zrealizowany. Jego zdobycie kosztowało sporo wysiłku, dostarczyło adrenaliny, i nowych doświadczeń ale… co dalej.Korżeniewska szczyt
Wyprawa w Pamir rozpoczęła się dla mnie pod koniec września ubiegłego roku. Po powrocie z Piku Niepodległości zaczęliśmy wspólnie z Borowikiem szukać jakiegoś celu na przyszły rok. Ważne były dla nas zarówno koszty wyjazdu jak i atrakcyjność szczytu.Pik Komunizma Po kilku propozycjach wybór padł na 2 siedmiotysięczniki Pik Korżeniewskiej (7105mnpm) i Pik Somoni(7495mnpm) w Tadżyckim Pamirze. Szybko zaraziliśmy pomysłem Olę, Pawła i innych uczestników wyprawy na Lenina i rozpoczyna się mozolene organizowanie wyjazdu. Na początek zdobycie wiadomości o szczytach, możliwości dotarcia na miejsce, oszacowanie kosztów, próby znalezienia sponsorów i patronów medialnych. Pierwsze wieści nie napawały optymizmem. Żeby dostać się w góry trzeba będzie skorzystać z usług agencji, która za swoje usługi żada aż 920 euro. To bardzo dużo zważywszy, że za Lenina zapłaciliśmy tylko 11$. Ekipa zaczyna się wykruszać, rezygnuje Paweł, który nawiązał już kontakt z patronami medialnymi, zrobił pierwszą stronę internetową wyprawy, oraz pozostali uczestnicy. Na szczęście dołącza do nas Jacek z grupy podhalańskiej GOPR, więc jesteśmy w czwórkę.Dushambe
W kwietniu przychodzi czas na ostateczną decyzję. Kupujemy bilety lotnicze do stolicy Tadżykistanu Dushanbe, potwierdzamy rezerwację w agencji, załatwiamy formalności wizowe. Teraz nie ma dla nas już odwrotu. Jeszcze tylko kilka gorączkowych dni przed wyjazdem, i 22.07 wsiadamy w pociąg, następnie samolot i wyruszamy w podróż. Przez Warszawę, Istanbuł docieramy do Dushanbe. W drodze poznajemy się z chłopakami z drugiej polskiej wyprawy na Piki – Wojtkiem, Sylwkiem i Lechem. Już na lotnisku widzimy, że będzie inaczej niż w Kirgizji. Na szczęście czeka na nas pani z agencji. Organizacja nawet profesjonalna, po krótkim powitaniu podstawionym busem jedziemy do naszego miejsca noclegowego. Spotykamy tam kilkanaście osób wybierających się również do bazy pod Pikami. Następny dzień spędzamy na zakupach i zwiedzaniu Dushanbe. Upał straszny prawie 45 stopni, bazary o wiele skromniejsze niż w Kirgizji, sprzedający nie lubią się targować, ludzie bardziej nieprzystępni, sporo milicji, pracujących dzieci. Czas zatrzymał się tu w latach 70 tych. Chociaż Lexusy na ulicach świadczą, że jesteśmy w XXI wieku. Nazajutrz wyruszamy w podróż do bazy. Najpierw 20 letnim autkiem przez bezdroża jedziemy do Dżyrgitalu, gdzie nocleg i wreszcie największa atrakcja przejazdu – helikopter do bazy.Pik Komunizma baza2 Lecimy 25 minut, widoki fantastyczne, nagle ukazuje nam się Pik Korżeniewskiej i Somoni. Oj nie wyglądają na łatwe góry. Północna ściana Somoni robi na nas spore wrażenie. Baza okazuje się bardzo przyjemna. Rozbijamy namioty na morenie lodowca, jakieś 100 metrów od komercyjnej części, budujemy stół, ławki, spiżarnie i kuchnie. W końcu spędzimy tu trochę czasu. Mimo, że jesteśmy na wysokości ok. 4300 metrów czujemy się dobrze. Decydujemy się nawet na spacer powyżej bazy. Następne dni spędzamy na zakładaniu obozów na Piku Korżeniewskiej. Pierwszy obóz położony na 5100 metrów osiągamy czwartego dnia po przybyciu do bazy. Droga skomplikowana najpierw lodowcem, potem piargami skałkami i znów moreną lodowca. Nie jest łatwo czasami trudności przekraczają trzeci stopień, co z ciężkim plecakiem stanowi wyzwanie. Sporo miejsca na namioty. Obóz drugi położony jest na półce pod południową ścianą Korżeniewskiej. Dojście do niego kosztuje nas sporo siły. Na rozgrzewkę strome podejście lodowcem, następnie poprzecinany szczelinami trawers i na deser pionowa 30-40 metrowa lodowa ścianka. pik Korżeniewskiej obóz IaProblemem jest tu zimno. Słońce rozgrzewa namioty bardzo późno ok. 13 natomiast chowa się za granią ok. 16. Za to z boku wygląda bardzo efektownie. Pod nami prawie 800 metrów w pionie lodowca. Obóz trzeci na 6400 metrów osiągamy po trudnej wspinaczce po poręczówkach eksponowaną granią. To chyba najładniejsze miejsce noclegowe w jakim spałem. Widok na niedaleki już szczyt Korżeniewskiej, i na robiący stąd olbrzymie wrażenie Somoni. Słonko wstaje tu wcześnie a późno kładzie się spać, więc jest bardzo przyjemnie. Miejsca też sporo. Stąd też rozpoczynamy atak szczytowy. Droga prowadzi dalej granią ale już bez poręczówek aż do kopuły szczytowej, którą obchodzi się z prawej strony. Jest tak jak lubię. Stromo, wąsko, trudno na tyle, że adrenalina daje o sobie znać. Pogoda dobra, im wyżej tym zimniej i wieje coraz mocniejszy wiatr. Wreszcie szczyt. Tym razem dzięki Jackowi nie ma wyścigów, nikt nie wyjdzie 15 minut przed innymi. W odległości 10 minut od wierzchołka spotykamy się wszyscy i wychodzimy razem. W końcu w górach nie powinno mieć znaczenia kto pierwszy, drugi, trzeci… Na szczycie jest już dwójka Rosjan, z którymi razem podchodziliśmy. Pamiątkowe zdjęcia i tym razem bez rozpalenia ogniska schodzimy w dół. Wszyscy jesteśmy w dobrej formie. Mijamy trójkę, w której urzędują już Wojtek, Sylwek i Lechu, w dwójce zwijamy namiot i wieczorem jesteśmy w jedynce.W drodze do III Pik Korżeniewskiej Wiemy, że znów nam się udało, jesteśmy szczęśliwi, że byliśmy na wierzchołku i zeszliśmy cali i zdrowi, ale pojawia się pytanie co dalej?. Na pewno czeka nas jeszcze droga do bazy. Z 30-35 kilogramowymi plecakami nie jest to łatwe. Zajmuje nam blisko godzinę więcej niż nasze najwolniejsze podejście, ale po 4,5 godzinie jesteśmy na dole. Pierwsze gratulacje, wreszcie widok zielonej trawy, prysznic, sauna i piwo. Dla mnie to już koniec wyprawy. Powodem tego nie jest zmęczenie ani nawet notoryczne przeziębienie. Po prostu czasem się tak zdarza, że trzeba odpuścić. Nie wiem czy tak objawia się „kryzys wieku średniego” jak powiada Ola , czy też nie lubię zbytnio ryzykować, czy nie potrafię czegoś olać jak doradza Borowik. Ja wychodzę z założenia, że góry są wieczne i poczekają na mnie, a jest ich tak dużo, że nie warto poświęcić wszystkiego dla jednej- chyba że byłby to Everest. Hasło „wszystko za Somoni” jest dla mnie nie do przyjęcia. Wiem też, że chyba ostatni raz pojechałem w tym składzie na tak dużą wyprawę. Pewnie to moja wina, że nie mam tak ambitnego podejścia do gór, nie myślę o „śnieżnej panterze”, rywalizacji w zespole, rozgłosie medialnym itd.. Dla mnie w górach istnieje tylko rywalizacja z postawionym celem a nie z partnerem.Pik Korżeniewskiej obóz II Uważam też, że demokratyczne rozwiązanie problemów jest jedynym możliwym w trudnej sytuacji. Nikt nie ma monopolu na rację ale zdrowy rozsądek podpowiada pewne rozwiązania. Tym razem nam się udało. Mieliśmy szczęście, że wyszliśmy w ostatni dzień ładnej pogody, ale w górach i w życiu szczęście mieć trzeba. Mam nadzieję jednak, że mimo pewnych nieporozumień dalej zostaniemy przyjaciółmi, będziemy z sobą trenowali, wyjeżdżali na krótsze wyjazdy i pomagali sobie w organizacji wyjazdów w góry wysokie. Wracając do wyprawy. W bazie chcąc nie chcąc musieliśmy przebywać jeszcze 7 dni do przylotu helikoptera. Siedzimy, gadamy, czytamy książki, pływamy po jeziorku na kajakach a chłopaki siedzą na 6400 i ciągle myślą o szczycie. W końcu 12.08 zdobywają we dwójkę (Sylwek z Lechem) szczyt Korżeniewskiej. My popijając piwo planujemy już następne wyprawy, Ola szykuje się na Somoni, a chłopaki schodzą z gór. 13 sierpnia Ola po przekonaniu Borowika wychodzą na Somoni .Korżeniewska lodowiec
Nie jestem przesądny ale realnie oceniając byli najlepsi z tych co poszli w górę, jednak inni zdobywają szczyt a oni nie. Może gdyby poczekali jeden dzień udałoby im się. Może gdyby Borowik zdołał mnie przekonać do wyjścia. Może i tyle. Jak powiadał Jerzy Kukuczka „gdybym miał wybór nie wyszedłbym w góry trzynastego”, oni mieli. Ja z Jackiem czekamy na chłopaków i rezerwujemy lot helikopterem. Kolejne imprezy w kantynie, zimno, padający śnieg i niekończące się godziny w namiocie tak wspominam ostatnie 5 dni pobytu w bazie. Po przyjeździe do Dushanbe wcale nie jest lepiej. Nuda i jeszcze raz nuda. Kupujemy przewodnik po Tadżykistanie a tam tylko kilka miejsc godnych zwiedzenia. Jedziemy do miejscowego kurortu Warzabu, zwiedzamy twierdzę w Gissarze ( ponoć X wiek ale odbudowana w 2001 roku) i pozostaje nam kino, zoo, mecz piłkarski. Czekamy na Olę z Borowikiem i wspólnie 28.08 wracamy do domu.
Wyprawę na pewno możemy zaliczyć do udanych. Mimo niesprzyjających warunków w Pamirze udało nam się zdobyć Korżeniewską, nowe doświadczenie, sporo się nauczyć. Wiem też, że o wiele lepiej niż w zeszłym roku znoszę pobyt na wysokości, widzę, że regularny trening przynosi efekty. Co dalej jeszcze nie wiem. Plany owszem są. Jedne bardziej drugie mniej ambitne, ale gdzie pojadę wiedzą tylko „duchy powietrza”. Najważniejszym jest mieć „cel” i dążyć do jego osiągnięcia. Ja już wiem, że w górach jest mój dom, w górach wysokich jest mój dom….P1030849

Zdjęcia z wyjazdu znajdziecie również TUTAJ.

UCZESTNICY
ALEKSANDRA DZIK
Urodziła się 13. 12. 1982 r. Jest absolwentką psychologii na Uniwersytecie Śląskim oraz programu studiów międzyuczelnianych Akademia „Artes Liberales”. Obecnie mieszka w Katowicach i kończy studia socjologiczne na UŚ. Poza tym cały wolny czas poświęca na sport i góry. Jest członkinią kadry narodowej Polski w narciarstwie wysokogórskim. Startuje także w ekstremalnych rajdach przygodowych w zespole Davis Trezeta Adventure Team. Jest studenckim przewodnikiem beskidzkim. Należy do sekcji wspinaczki AZS Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
MACIEJ WESTEROWSKI
Rocznik 72, absolwent Akademii Ekonomicznej w Katowicach, od 1991 roku przewodnik beskidzki. Członek Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach i Klubu Skialpinistycznego Kandahar. Wspinał się w Dolomitach i Alpach. Startował w zawodach w narciarstwie wysokogórskim. Uczestnik wypraw w Kaukaz, Andy i Pamir.
TOMASZ BOROWIEC
Urodził się w 1972 roku, z zawodu inżynier elektronik, z zamiłowania turysta i podróżnik. Uprawia narciarstwo wysokogórskie, startuje w zawodach w kraju i za granicą, członek Klubu Skialpinistycznego Kandahar. Taternik, uprawia wspinaczkę w Tatrach i Alpach. Zdobywca jak narazie kilku 4tysięczników. Oraz jednego siedmiotysięcznika Piku Lenina 7134 m.n.p.m. w Pamirze. Członek Sympatyk Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach.
JACEK ŻEBRACKI
Przez 16 lat zawodnik w kajakarstwie górskim, wielokrotny medalista Mistrzostw Polski w slalomie i zjeździe kajakowym. Od 5 lat trener kajakarstwa w KS „Pieniny” w Szczawnicy, absolwent AWF w Krakowie, Ratownik GOPR- Grupa Podhalańska, Od 4 lat zawodnik w narciarstwie wysokogórskim. Członek kadry narodowej Polski w tej dyscyplinie;

Pik Komunizma 3Pik Somoni ( Komunizma)

jest najwyższym szczytem w Pamirze i jednocześnie najwyższym szczytem byłego Związku Radzieckiego. Obecnie położony jest na terytorium Republiki Tadżykistanu. Szczyt został zdobyty po raz pierwszy przez rosyjsko-tadżycką wyprawę w 1933 roku. Początkowo nosił nazwę Piku Stalina, później Komunizma, a po rozpadzie Związku Radzieckiego przemianowany został na Pik Ismaiła Samoni ( założyciela Tadżykistanu). Z powodów politycznych góra była był trudno dostępna dla zachodnich ekspedycji. Droga, którą zamierzamy zdobyć szczyt będzie droga Borodkina, która pierwszego przejścia doczekała się w 1968 roku. Wiedzie ona przez lodowiec Waltera, Pik Borodkina na Pamirskie Plateau ( wiszący 11 kilometrowy lodowiec) następnie przez przełęcz pomiędzy Duszanbe i pikiem Komunizma. Baza, do której dotrzemy helikopterem położona jest na wysokości ok. 4200 m, pierwszy obóz na 5300 m, następny na wysokości 5800 m i ostatni trzeci na przełęczy na ok. 6500 m.

KorżeniewskaPik Korżeniewskiej

nazwany tak przez jego odkrywcę, rosyjskiego geografa na cześć jego żony Eugenii. Został odkryty w 1910 roku, a zdobyty w 1953 roku. Jest trzecim co do wysokości szczytem Pamiru. Górę tą atakuje się z tej samej bazy co Pik Komunizmu, dzięki czemu wspinając się na nią będziemy zdobywać tak przydatną później aklimatyzacje. Drogę, którą wybraliśmy uważa się za klasyczną. Została pokonana po raz pierwszy w 1966 roku. Prowadzi ona trudnym lodowcem Moskwiana do obozu pierwszego położonego na 5200m, następnie dalej lodowcem do obozu drugiego na wysokości 5800m ,trzeciego na na przełączce na wysokości 6100 m, do następnego miejsca gdzie można rozstawić namioty na 6400m, skąd już w miarę łatwo śnieżną granią na szczyt.

Dodaj komentarz