Elbrus 5610 m.n.p.m.

Termin: 16.06 – 1.07.2006, 19.08 – 31.08.2009P1010123a

Wyjazd organizowany przez Polski Klub Alpejski, w którym wzięło udział aż 18 osób rozpoczęliśmy 17 czerwca na dworcu PKP w Katowicach skąd pociągiem udaliśmy się do Przemyśla a następnie autobusem do Lwowa. Lwów przywitał nas prawie całkowitym zaciemnieniem ( po centrum chodziliśmy z czołówkami)i brakiem wody ( marzyliśmy o prysznicu a tu figa). Po noclegu w hotelu wsiedliśmy do pociągu do Moskwy. 26 godzinna podróż do Moskwy trochę nas zmęczyła a jeszcze czekał nas 2 godzinny lot do MIneralnych Wód skąd wynajętymi autami pojechaliśmy w okolice Terskol, który stał się naszą bazą w dolinie. Zamieszkaliśmy na 8 piętrze bloku z wielkiej płyty w mieszkaniach naszych kaukazkich organizatorów Walerego i Leny. Na następny dzień ( 20.06) wyruszyliśmy na podbój kaukazkich szczytów. Jako cel aklimatyzacyjny wybraliśmy sobie Czeget szczyt o wysokości ok. 3400 m n.p.m., z którego roztacza się wspaniały widok na cały masyw Elbrusa.Elbrus Nazajutrz już w pełnym ekwipunku z pudłami i reklamówkami jedzenia znaleźliśmy się pod kolejką linową, którą wyjechaliśmy do stacji Mir. Po załadowaniu plecaków i jedzenia na ratrak ja razem z Asią( organizatorką) wyjechaliśmy na wysokość ok. 4100 m n.p.m. do naszego „schroniska” będącego naszą bazą na Elbrusie. Po zainstalowaniu się w schronie, stwierdziliśmy że jest jeszcze sporo czasu wobec czego warto podejść z jakimś depozytem trochę wyżej. Cel był oczywisty Skały Pastuchowa. Po zostawieniu depozytu schodzimy w dół. Nocleg powyżej 4000 m n.p.m nie wszyscy znoszą dobrze. Poranna łączność z naszym meteorologiem i okazuje się, że prognoza nie jest optymistyczna. Mimo to zapada decyzja, że ja razem z 7 osobami mamy szansę na szybki atak. Bierzemy namioty, śpiwory i udajemy się ponad Skały Pastuchowa na ok. 4700 m n.p.m. i rozbijamy tam obóz.Elbrus 4 Nocleg w czasie którego wieje i sypie śniegiem nie należy do najprzyjemniejszych, wyjście o 4 rano zostaje odwołane ale od 6 szykujemy sie do ataku..elbrus
Około 7.30 wychodzimy, najpierw lodowa 300 m ścianka, póżniej niekończący się trawers i jesteśmy na przełęczy, chwila odpoczynku i do góry, po drodze spotykamy Łukasza z naszej ekipy (ustanowił jeden z lepszych czasów tylko 2.40 ze Skał Pastuchowa), który wraca z nami na szczyt. Pogoda nas nie rozpieszcza wieje bardzo silny wiatr ale po ok. 4.15 minutach wspinaczki ja, Łukasz, Wojtek i Roman stajemy na szczycie. Szybkie zdjęcia z flagą i na dół. Pogoda gwałtownie się pogarsza, oprócz wiatru widoczność spada do kilku metrów, dobrze, że zostawialiśmy trasery ułatwiające znalezienie drogi. Poniżej przełęczy spotykamy prawie nieprzytomnego Słoweńca, zaczynamy sprowadzać go w dół. Strasznie nas to spowalnia, jesteśmy zmęczeni ale górska etyka obowiązuje. Schodzimy do obozu gdzie nasze miejsca zajmuje reszta ekipy ( aż 11 osób), nam pozostaje już tylko zejście do „schroniska”.Elbrus 2 Wreszcie możemy odpocząć i po raz pierwszy wszyscy śpimy całą noc. Tym razem Elbrus był dla nas łaskawy. Dla nas to już koniec ale reszta ekipy ma przed sobą trudne zadanie, udaje im się i w 9 osób w burzy porywistym wietrze i widoczności kilku metrów stają na szczycie nazajutrz i szczęśliwie wracają. Oznacza to, że przygoda z Elbrusem jest zakończona. Jeszcze tylko 3 dni wędrówki dolinami Kaukazu, wizyta na „daczy” Walerego ( latanie na motolotni, jazdy ekstremalne na motorze) i powrót. Tym razem z drobnym incydentem na lotnisku w Mineralnych Wodach gdzie próbowano po zabraniu naszych paszportów wyłudzić po 300 euro od osoby. Jednak udaje się je odzyskać bez haraczu i przez Moskwę, Brześć wracamy szczęśliwi do domu.Elbrus 3

Więcej zdjęć z różnych moich wyjazdów na Elbrus znajdziecie TU.

Dodaj komentarz